2. Etyka zawodowa nauczycieli akademickich i naukowców
Zacząć trzeba od podstaw, czyli kto, gdzie i jak uczy i wychowuje nowe pokolenie. Niestety w większości są to osoby przypadkowe i jako osoby nie mające najczęściej gruntownych podstaw zawodowych ani dydaktycznych po prostu improwizują ucząc. Nawet w najlepszej wierze nauczyć mogą tylko tego, co umieją. Gorzej, gdy próbuje się nadać tej improwizacji formę instytucji tworząc na dowolnym wydziale dowolnej uczelni kierunki quasi-informatyczne (ostatnio modne są rozmnażające się "informatyki stosowane"). Uważam, iż jest to oszustwo względem garnącej się do wiedzy młodzieży (często za modną nazwą "informatyka") - 18-letni człowiek przyjmuje bezkrytycznie, że na kierunku "informatyka stosowana" czy "informatyka i zarządzanie" posiądzie wiedzę pozwalającą mu na zdobycie wiedzy informatyka w zakresie wystarczającym do uniwersalnego wykonywania zawodu.
Podobne efekty osiągane przez liczne formy "dokształtu" tak w formie płatnych studiów zaocznych jak i skomercjonalizowanych kursów pod szumnymi nazwami "akademii". Przysposobiony do korzystania z określonych narzędzi młody człowiek ma wrażenie, że posiadł szeroką wiedzę zawodową i z takim przeświadczeniem podejmuje się zadań zbliżonych ze zwykle mizernym efektem niestety. Czas zatem głośno i wyraźnie określić co jest, a co nie jest wykształceniem uprawniającym do posługiwania się nazwą informatyka, a co jest tylko przyuczeniem do korzystania z młotka i śrubokręta! Czas zaprzestać oszukańczych wobec młodzieży praktyk nazywania studiami informatycznymi każdych studiów wykorzystania komputera jak młotka! Może wystarczy wrócić do podziału na trzy grupy: informatyka teoretyczna (uniwersytecka), inżynierska (politechniki) i ekonomiczna jak było jeszcze kilkanaście lat temu i nie rozpowszechniać dalej znachorstwa? A zamiast "informatyki stosowanej" nazwijmy studia "zastosowaniami informatyki w ...". |